W Gdańsku na temat fuzji firm taksówkarskich panuje milczenie. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że rozważane są takie projekty.

- Ceny za przewóz są w całym mieście takie same. Kilometr kosztuje 1,60 zł, a tzw. opłata za zamknięcie drzwi to 5 zł. Firmy prześcigają się w stosowaniu rabatów - np. na kartę stałego klienta. Ale po co konkurować, skoro można się połączyć i zarabiać takie same pieniądze? Prowadzono rozmowy, ale na razie nic nie wyszło. Rozważano początkową obniżkę cen, by przyciągnąć klientów. Trochę obawiano się ingerencji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - usłyszeliśmy od wiceprezesa jednej z firm taksówkarskich.

- Nie chciałbym się wypowiadać oficjalnie na ten temat - przyznał Krzysztof Zimny, wiceprezes Hallo Taxi. - Od dwóch czy trzech lat istnieją jednak w Gdańsku przymiarki do łączenia się firm taksówkarskich. Nie obawiamy się gdyńskiej fuzji, bo tamtejsi taksówkarze nie mogą korzystać z gdańskich postojów. Nie ma odpowiedniego porozumienia między gminami.

Jerzy Szajnowicz, prezes Zrzeszenia Transportu Prywatnego w Gdańsku, twierdzi, że o ewentualnych fuzjach w Gdańsku nic nie słyszał. - To sprawa Gdyni. Pewnie przemawiają za tym względy ekonomiczne - powiedział krótko.

W Sopockim Zrzeszeniu Transportowym poinformowano nas, że w mieście nie planuje się połączeń.

- Moim zdaniem, fuzje są rozsądne, bo eliminują niezdrową konkurencję. Gdyńskie firmy nie powinny nam zagrozić, choć zdarza się, że tamtejsi taksówkarze jeżdżą u nas na dziko - dodaje Andrzej Procelli, wiceprezes Hallo Radio Taxi.

