- Cierpimy, ponieważ dokonujemy nieświadomych wyborów? O to chodzi?

- Tak. Żyjemy w nieświadomy, nawykowy sposób, zgodnie z wzorcami zachowania wyniesionymi z najwcześniejszych lat życia. Często mówię ludziom: czujesz się tak, jak żyjesz. Zmień cokolwiek w swoim życiu, a zaczniesz czuć się inaczej.

- Jak bardzo boli zmiana?

- Czasem bardzo. Dlatego ważne jest, aby mieć wsparcie w osobie, która przeszła już kawałek tej drogi i może powiedzieć: nie bój się, mnie też nie było łatwo, ale można przez to przejść, warto ruszyć w tę podróż. Potrzebna jest osoba, która zainspiruje, obudzi w nas wiarę.

- Taką osobę trudno jednak znaleźć. Wiadomo: terapeuci są różni, a i przyjaciel nie zawsze mądrze poradzi.

- Oczywiście, że nie wiadomo, na kogo się trafi, ale przecież z każdej złej sytuacji można się wycofać. Aby spotkać na swojej drodze właściwego człowieka, trzeba choćby trochę pracy wcześniej w siebie włożyć. Jak ktoś mądrze zauważył: kieszonkowiec nawet gdy spotka świętego, i tak zobaczy tylko kieszenie i będzie chciał go okraść.

- Kimś, kto skutecznie wesprze, może być Bóg, prawda?

- Może to być ktokolwiek, kto daje świadectwo i inspiruje, nawet postać literacka.

- Znam ludzi ciężko doświadczonych w dzieciństwie, którzy mieli wszelkie powody, aby stracić wiarę i zrezygnować z życia, a jednak wygrali - żyją pięknie. I znam wielu mniej boleśnie doświadczonych, którzy nie wierzą w nic, z ulgą myślą jedynie o śmierci. Od czego to zależy?

