Choć istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie było, na oficjalne potwierdzenie musimy jeszcze poczekać. Jak wynika z wypowiedzi R. Ciomka, efekty prac komisji możemy poznać już w tym tygodniu.

Poza Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego okoliczności katastrofy budowlanej, bo tak zakwalifikowano zdarzenie, badają przedstawiciele Policji oraz Państwowej Inspekcji Pracy. W razie potrzeby powołani mogą zostać również biegli rzeczoznawcy.

Halę w Doruchowie buduje firma z Czermina. Funkcję kierownika budowy pełni Piotr J.

- Ja bezpośrednio przy tym zdarzeniu nie byłem, więc nie potrafię powiedzieć, jakie były jego przyczyny - powiedział nam.

Dopuszcza więc każdą możliwość, łącznie z błędem ludzkim, nie chce snuć domysłów na ten temat. Według niego prace przebiegały tak samo jak na wielu innych budowach prowadzonych przez jego firmę.

- Wiązar został zwolniony z dźwigu, ale był zabezpieczony odciągami założonymi w kalenicy - wyjaśnia, przyznając jednocześnie, że tym razem najwidoczniej okazało się to być zbyt słabym zabezpieczeniem.

Zdaje sobie sprawę, iż w ostatecznym rozrachunku znaczna część odpowiedzialności za wypadek może spaść właśnie na niego. Nie kryje więc swoich obaw związanych z efektami prac komisji. A trzeba zaznaczyć, że konsekwencje mogą być naprawdę poważne. W najlepszym razie zakończy się na mandatach wydanych przez PINB i PIP, których maksymalna wysokość to odpowiednio 500 i 1.500 zł. Taka kara bez wątpienia nie byłaby zbyt uciążliwa. W grę wchodzi jednak także nakazanie zmiany kierownictwa budowy, a przede wszystkim odebranie uprawnień budowlanych i postępowanie prokuratorskie. Przerwa w robotach budowlanych potrwa do końca prac komisji. O werdykcie poinformujemy niezwłocznie po jego zapadnięciu.

