Pierwsza kościelna żona Bogusia na zdjęciach ślubnych jest umalowana do przesady. On, wysoki, w trzeciej lidze grał w piłkę. Po ślubie nastał niby-eden: ona urzędniczka w angorowych sweterkach w szpic, on fizyczny w roboczej kufajce. Wspólna była tylko córka. On w Szwecji na kontrakcie montował karuzele, ona słuchała Bajora, który śpiewa piosenki o zakochanych, bo miała już kolegę z pracy. Po trzynastu latach małżeństwa powiedziała, że znalazła miłość życia. Boguś zostawił na stole klucze od domu. Po siedmiu latach zakochał się w Jadźce. Jadźka pamięta go z przystanku, z kolejek w sklepie albo jak szedł do Ø matki na niedzielę. Zaczepił ją 17 kwietnia przy klatce schodowej. Ponieważ była wiosna, zaproponował spacer. Wziął pod rękę. Ostatni raz szła tak z mężczyzną do ołtarza. Potem padał deszcz, ale deszczu nie czuła. Frunęła.

Grzech. Gdzieś po tygodniu zauważyła, że gdy się przytulają, Boguś jest podniecony. Nie robił pierwszego kroku. Zrobiła go po miesiącu. - Potem, jak smarkacze... Jadźka zaciąga się papierosem. - To był ogień i dym, wszędzie, na śniegu, na trawie, w motelu, w pokoju.

Jadźka: - Przychodzi moment, że nie jesteś w stanie tego zatrzymać. Taka błogość, że gdyby trwała trochę dłużej. Rano Boguś przynosił kawę do łóżka. Pierwsza ziemska rozkosz Jadźki w 40-letnim życiu. Według Jadźki, Bogusia dał jej Bóg, żeby przeżyła miłość cielesną. Trwała trzy i pół roku. Eden grzeszników.

