Trudno jednak przewidzieć, czy to się uda. Najbardziej skuteczni kontrolerzy przed podwyżką kar za jazdę na gapę zarabiali bowiem nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie.

- Czasami można było zarobić nawet sześć tysięcy złotych, mimo że podstawa wynosiła niewiele ponad tysiąc. Nasza praca należy do mało przyjemnych i jest niebezpieczna. Rekompensatą były zarobki i to się opłacało - opowiada jeden z poznańskich kontrolerów, pragnący zachować anonimowość.

Pracownicy MPK, którzy zajmują się sprawdzaniem biletów w poznańskich pojazdach, są najczęściej atakowaną grupą przez niezadowolonych pasażerów. W 2006 roku doszło do 45 incydentów z udziałem kontrolerów MPK, rok później - do 30.

- Kiedyś zostałem rozpoznany w pubie przez pasażera, któremu kilka dni wcześniej wypisałem mandat. Nie było to miłe doświadczenie - wspomina inny kontroler.

Coraz mniej osób jeździ bez ważnego biletu

Połowa z 60 "kanarów" chora lub na urlopie

Jak to jest w innych miastach

Zupełnie inny system wynagradzania kontrolerów zastosowali w swoich przedsiębiorstwach przewoźnicy miejscy z Łodzi, Krakowa, Wrocławia czy Gdańska.

Krakowskie MPK w drodze przetargu wyłoniło trzy firmy, które zajmują się kontrolami w pojazdach. Pracownicy miejskiego przewoźnika jedynie szkolą i rozliczają kontrolerów, którzy są zatrudniani przez jedną z tych trzech firm.

- My płacimy danej firmie stałą wcześniej uzgodnioną kwotę i to oni zajmują się wynagradzaniem kontrolerów - wyjaśnia Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy krakowskiego MPK.

Podobnie jest w Gdańsku. Tamtejszy Zarząd Transportu Miejskiego wyłonił jednak w drodze przetargu jedną firmę, której powierzył kontrole biletowe. Całkowity zysk z mandatów wpływa do kasy Zarządu Transportu Miejskiego, który z kolei płaci tej firmie ustaloną kwotę. Tak samo sytuacja wygląda w Łodzi.

