- Przepraszam, źle spałem. Nie zdążyłem się jeszcze umyć i przebrać - wymamrotał, kończąc posiłek.

- Przebiera się pan? - głos lekarza wyrażał szczere zdumienie.

Doktor rozejrzał się po idealnie uporządkowanym mieszkaniu.

- Gdyby tak wszyscy moi pacjenci mogli żyć w takich warunkach - pomyślał lekarz. Całe wnętrze Ø było przystosowane dla osoby niepełnosprawnej. Sprzęty, urządzenia, meble. Wszędzie panował idealny porządek. Elektryczny wózek inwalidzki w przedpokoju świadczył, że chory nie jest więźniem czterech ścian.

- Kolega mówił, że choruje pan od siedmiu lat. Ale widzę, że pana sprawność jest całkiem, całkiem - zagaił rozmowę.

- Mam zestaw do ćwiczeń, tam w rogu za kotarą - odpowiedział. - Pracuję na nim prawie od początku choroby. To prezent od dzieci. Bez niego byłbym przykuty do łóżka na amen.

Zły, że dał się zaskoczyć gościowi, starał się jak najszybciej przejść do salonu. O tym, że był to jeden ze środków, który pomagał mu wrócić psychicznie między żywych po wypadku, w którym zginęła żona, a jego prawie sparaliżowało - już nie wspomniał. Wcisnął się w specjalny fotel i ściągnął górę od piżamy. Lekarz osłuchał płuca i serce. Zmierzył ciśnienie.

- Pan ćwiczy. Jestem pod wrażeniem - pokiwał ze zdumieniem głową. - Gdyby wszyscy chorzy mieli takie możliwości...

- Taaak - mruknął tylko w odpowiedzi - poza tym zagląda do mnie masażysta - cztery razy w tygodniu.

