Socjologowie widzą przyczynę takiego stanu rzeczy w stopniowym bogaceniu się społeczeństwa. Ludzie, przynajmniej w miastach, coraz większą wagę przywiązują do swojego zdrowia, inwestują w nie.

Nic zatem dziwnego, że bloki reklamowe w telewizji przepełnione są spotami promującymi lekarstwa. Pod względem ilości mogą one rywalizować chyba tylko ze środkami czystości.

- Ludzie kupują wszystko, co jest reklamowane - mówi lekarz medycyny Alicja Kulczyńska - coraz częściej leczą się sami. Bardzo często, zamiast słuchać rad lekarza, sugerują się tym co zobaczyli w reklamie - dodaje pani doktor.

Dlatego wprowadzono zakaz promowania lekarstw przez aktorów przebranych za lekarzy. Okazuje się, że siła autorytetu osoby ubranej w biały kitel i występującej w telewizji jest większa niż prawdziwego lekarza.

- Fakt, że ludzie chcą leczyć się sami i w ten sposób sami sobie pomagać, nie jest do końca zły - mówi doktor Kulczyńska.

W przeciwieństwie do okresu PRL, oferta lekarstw jest obecnie bardzo szeroka. Propozycje firm farmaceutycznych często się dublują, czego nie zauważają klienci.

Lek to towar jak każdy inny. Producenci, walcząc o klienta zachwalają swój specyfik jako najlepszy, jedyny i niepowtarzalny. Ludzie są zewsząd atakowani agresywnymi reklamami nowych specyfików.

Skutek jest taki, że pacjenci nie poprzestają na jednym specyfiku, tylko próbują ciągle nowych.

- Skaczą z kwiatka na kwiatek - uważa doktor Kulczyńska. - Ludzie biorą leki o tym samym działaniu, tylko pod innymi nazwami. Nie kończą brać jednej partii danego leku, lecz zaczynają nowy, ich zdaniem lepszy. To bez sensu.

