FOT. MARCIN OLIVA SOTO

- Nasi klienci są tak ubodzy, że nie stać ich często na nic. Być może więc padniemy bez pomocy pana ministra Belki - mówi Kazimierz Lewkowicz.

FOT. MARCIN OLIVA SOTO

- Jest wolny rynek i to on powinien decydować o tym, czy jakieś sklepy są potrzebne - uważa Roman Wiecha. Obok Irena Lewkowicz z „lumpeksu” w Jeleniej Górze.

Nieuczciwa konkurencja?

Rozmowa z Eugeniuszem Szopą - wiceprezesem Kamodexu - producenta odzieży w Kamiennej Górze.

- Co pan sądzi o rządowych planach doprowadzenia do likwidacji sklepów z używaną odzieżą z importu?

- Z mojego punktu widzenia, sklepy z używaną odzieżą to nieuczciwa konkurencja. Nie brakuje ubrań importowanych na podstawie nieuczciwie sporządzonych dokumentów celnych, w których podaje się zaniżoną wartość towaru. Odzież taka jest tania, co prowadzi do utraty miejsca na krajowym rynku przez polskich producentów, których uczciwa praca obciążona jest kosztami podatków i ZUS-u. Z powodu wydatków na takie cele nie jesteśmy w stanie zaoferować równie niskich cen. Automatycznie zmniejsza się zbyt naszego towaru w kraju.

- Ale państwa firma znana była przecież z mocnej pozycji w eksporcie.

- Tak, eksport stanowi ponad 95 procent naszej sprzedaży. Zmniejsza się jednak z powodu przewartościowanego złotego. W sumie więc firmy takie jak nasza tracą zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. W Kamodexie, zatrudniającym około 600 osób, musieliśmy obniżyć płace. Załoga jest rozgoryczona. Nielegalny import odzieży należy więc zahamować. Trzeba też pamiętać, że jakość używanej odzieży z importu pozostawia czasem sporo do życzenia. Zachodnie firmy upłynniają w Polsce zapasy, których nie mogą sprzedać u siebie.

