Zaczęło się jak podczas kiepskiego szkolenia bhp albo pastiszu filmu "1984" według książki George'a Orwella. Na gigantycznych ekranach pojawiły się twarze członków Komitetu Organizacyjnego Igrzysk w Atlancie, którzy przejętym głosem tłumaczyli zebranym, jak ważnego podjęli się zadania. Później przypomniano wybuch radości, gdy Międzynarodowy Komitet Olimpijski zadecydował, że igrzyska 1996 roku odbędą się w Atlancie. Później zaczęło się właściwe podsumowanie.

Każdy z mówców, członków komitetu organizacyjnego, zaczynał podobnie: to wszystko już wiecie, ale dobrze by było, byśmy sobie jeszcze raz powtórzyli.

Dr Jim Askew opowiadał, co należy zrobić, gdy zawodnik się skaleczy.

Christy Callender mówiła, jak należy poruszać się po wiosce olimpijskiej.

Willie Banks, rekordzista świata i były mistrz olimpijski w trójskoku, wyjaśniał: - Wioska olimpijska to nie jest miejsce, gdzie sportowcy tylko jedzą, piją, śpią i odpoczywają. Wy jesteście od tego, by stworzyć im atmosferę, a wiem, że to umiecie.

Sala zapiszczała z uciechy, choć tym razem Banks nie rozwinął sznurka długości jego rekordowego skoku, który nie mieścił się w sali mieszczącej ponad 500 słuchaczy.

Po Banksie wystąpił Mark Irwin, specjalista od wioskowej etykiety. Mówił: - U nas w Ameryce jest tak, że jeśli ktoś uważa, że wyświadczona usługa to drobiazg, mówi: "It's a piece of cake" - "To kawałek ciasta" . Nie mówcie, proszę, o "kawałku ciasta" do obcokrajowców, bo stanie się to, co podczas igrzysk w Los Angeles: sportowiec z dalekiej Azji, zresztą dobrze mówiący po angielsku, przyniósł swojemu opiekunowi słodycze.

