Tylko siąść i płakać...

- Pamiętam z lat, kiedy mieliśmy w domu telewizor i radio, piękną piosenkę Edyty Geppert "Zamiast". Kiedy tak myślę nad tym, co spotkało mnie i Grzegorza, to wciąż mam wrażenie, że słowa tego utworu są właśnie o nas - mówi bezdomna od dwóch lat, 42-letnia dziś Alina Sowała ze Zduńskiej Woli.

Od 22 lat jest żoną Grzegorza. Związali się na dobre i na złe. Dobre było przez 21 lat. Teraz przyszło złe. Od 6 lat jest bez pracy. Jest matką 19-letniej Adrianny i 11-letniego Marcina. Dzieci mieszkają z jej siostrą. Sąd ustanowił ją rodziną zastępczą.

Dwa lata temu, dokładnie 17 października, do drzwi ich mieszkania w bloku przy Paderewskiego zapukał komornik. Mieli kilka godzin na opuszczenie dom. Odtąd są bezdomni. Tylko dzięki uprzejmości kolegi Grzegorza nie muszą mieszkać w lesie. Użyczył im pomieszczenia gospodarczego. Nie ma tam ani wody, ani prądu. Zimą dogrzewali się kozą na węgiel. Na niej też gotowali jedzenie.

Alina na 25 lipca ma wyznaczony termin porodu. Jeszcze nie wie, czy tym razem urodzi się chłopiec, czy dziewczynka. - Jest mi wszystko jedno. W poniedziałek byłam u doktor Grambo-Jakubowskiej. Powiedziała, że ciąża przebiega prawidłowo. Nie umiała określić płci dziecka, bo trochę się kręciło podczas USG. Dla mnie najważniejsze jest, aby urodziło się zdrowe i abyśmy, gdy przyjdzie na świat, mieli już mieszkanie socjalne od miasta - mówi przyszła mama.

