- To prawda. Zginęło bardzo dużo ptaków. I to bardzo dobrych ptaków. Przecież na tej wystawie znalazły się najlepsze gołębie z wystaw okręgowych. To największa doroczna wystawa gołębi pocztowych w kraju.

Co dzieje się teraz z tymi gołębiami, które przetrwały?

- Wszystkie są zarejestrowane. Wiele z nich wyjęto razem z klatkami i oddano hodowcom. Te, które wydostały się z rumowiska, powoli wracają do swoich gołębników. Ale część z nich na pewno zginie. Lot utrudniają między innymi zimowa aura, brak pożywienia i polujące jastrzębie.

Czy katastrofa mogła w jakiś sposób oszołomić ptaki i sprawić, że straciły orientację?

- Raczej nie. Były zamknięte w klatkach. Zresztą krótko przed zawaleniem dachu wszystkie ponoć patrzyły w górę. One dużo lepiej wyczuwają zagrożenie niż ludzie.

Mogły słyszeć, że coś złego zaczyna się dziać?

- Jakoś to odczuwały, ale trudno powiedzieć, którym zmysłem.

Obiektywy kamer pokazywały siedzące na rumowisku gołębie. Dlaczego nie wszystkie od razu zaczęły wracać?

- To nie były gołębie pocztowe. To rasowe gołębie ozdobne. Te już nigdy stamtąd nie odejdą. Chyba, że zostaną zwabione i wyłapane. Ale w tej chwili nikt nie ma głowy o tym myśleć.

Czyli nie zostanie tam żaden gołąb pocztowy.

- Na pewno nie. Kiedy klatka się otwiera, on wylatuje i od razu zaczyna zmierzać w kierunku swojego gniazda.

