Na ogół śmierć nam się kojarzy z ogłoszeniem, które wiesza się na skrzyżowaniach ulic i na kościelnych tablicach, w których wylicza się wszystkie tytuły zmarłego: doktor, inżynier, pryncypał, członek komisji. kochany mąż, najdroższy ojciec i dziadek oraz wymienia się wszystkie osoby, których odejście zmarłego pogrążyło w głębokim żalu. Na pogrzebie jest dostojnie i uroczyście. Dostojne jest milczenie oraz dostojny i uroczysty płacz, dostojna procesja, składanie kondolencji. ale śmierć to nie tylko pochówek. Śmierć to również umieranie, a ono nieraz trwa latami. Umieranie jest mniej podniosłe od śmierci. Nie towarzyszą mu na ogół kapłani w liturgicznych strojach, kadzidła i kwiaty. Umiera się zazwyczaj samotnie, nawet jeśli pośród ludzi. Umierający człowiek często jest przerażony, zdesperowany, szukający pociechy. Chce się z innymi porozumieć, ale inni są przeciążeni kłopotami, jakie im sprawia, i na ogół dobrze wiedzą, czego on potrzebuje, a czego nie. Jego prośby i uwagi przyjmują jako grymasy albo jako mało znaczące fantazje chorego, których nie należy brać poważnie, szczególnie gdy chodzi o starców, którzy niedosłyszą i niedowidzą. Któż bierze na serio ich skargi albo przysłuchuje się ich życzeniom bez zniecierpliwienia lub pobłażliwego uśmiechu?

Jak się nie uśmiechnąć, widząc chorego kalekę, zakonnika, który już nie tylko, że nie chodzi w sutannie, ale nawet bez spodni, z powodu gorąca albo może dlatego, że zbyt trudno było mu ubrać się bez pomocy. W czasie więc, kiedy wszyscy już wyszli z refektarza, w samych majtkach, z nogami w protezach, za pomocą dwóch lasek przesuwał się powoli jak żółw w kierunku drzwi. Jasne że nie był to radosny uśmiech.

