Przez uchylone drzwi

Rozmowa z sędzią, w obecności kierownictwa obu ekip, miała się odbyć początku w holu budynku klubowego. Grajewski uznał, że nie jest to zbyt dobre miejsce. Niemalże wymusił przejście wszystkich do pomieszczenia obok, gdzie przez uchylone drzwi przysłuchiwał się rozmowom.

Reporter „Dziennika” też był przy tym obecny. Arbiter dość mętnie tłumaczył, dlaczego przerywa mecz. Głównym powodem miało być bezpieczeństwo zawodników. Sędzia rzekomo wykonał jeszcze telefon na lotnisko w Poznaniu, by sprawdzić prognozę pogody.

W takiej sytuacji powinna zostać przynajmniej podjęta próba poprawy warunków torowych.

- Przecież warunki były takie same w pierwszym jak i w siódmym wyścigu. Gnieźnianie przestraszyli się. Brakuje mi słów - mówił w tym czasie w parku maszyn jeden z gdańskich żużlowców, Tomasz Piszcz.

- Sami jesteście winni - krzyczał z kolei Grajewski. - To przez was nastąpiła zmiana terminów.

- Nie zna pan regulaminu i faktów - odpowiedziałem w imieniu szybko pogodzonym z decyzją sędziego gdańskich działaczy.

- Co pan plecie? Proszę. Pokaże panu dokumenty - odparł Grajewski, stając się coraz bardziej agresywny.

Spłoszona sekretarka

Po chwili z sekretariatu wyprosił niemalże wszystkich, poza spłoszoną sekretarką. Nie chciał nawet spojrzeć w regulamin, gdzie stoi czarno na białym, że baraże powinny się odbyć 13 i 20 bm. a zostały przełożone m.in. na wniosek działaczy Startu ze względu na termin GP Australii z udziałem lidera gnieźnian, Krzysztofa Cegielskiego. Od tego zaczęła się cała kołomyja.

