Pan Edward, dyżurny dyspozycyjny, jest pochłonięty światełkami, przekręcaniem gałek i krótkimi rozmowami przez radio albo telefon. Między szyfrowanymi zdaniami ( "na 108 Lucjan wychodzi" , "22557 można się zapinać" , "on stoi na czwórce, będę go puszczał" ) mówi normalnie: żona zwolniona ze żłobka, jeszcze nie wiadomo, czy dostanie zasiłek. Dyżurny dyspozycyjny ma milion sześćset i jedno dziecko, więc wyjeżdża czasem na handel do Czechosłowacji, bo kraść nie potrafi.

Podobnie zarabia i podobnie mówi dyżurny szlakowy. I wie, dlaczego jest źle: - Jak strajkujemy, to nam wciskają, że kraj jest zniszczony, że nie ma pieniędzy. Bzdura.

Jego zdaniem, nikomu nie trzeba zabierać, żadnej oświacie ani zdrowiu, bo pieniądze są na kolei. Dyżurny szlakowy nie może pojąć, dlaczego leśnik albo sprzątaczka z gminnego urzędu mają zniżki na pociąg: - Co oni mają wspólnego z koleją? To przez nich żyjemy w nędzy.

Dodaje, że gdy zabiorą mu przydziałowy węgiel i inne świadczenia, na pewno odejdzie: - Ja, mechanik, pracę znajdę.

- A ja, stara, gdzie pójdę? - rozczula się megafonistka i dosypuje koksu do "kozy" , ogrzewającej nastawnię.

Z nastawni, do której wchodzi się po 50 schodkach, widać gmach dworca; budynek, gdzie siedzą manewrowi i ustawiacze; noclegownię dla konduktorów; biurowiec Stacji Rejonowej Koluszki i tory (Koluszki, na dawnej trasie warszawsko-wiedeńskiej, są ważnym węzłem kolejowym. Tu krzyżuje się pięć głównych linii: Ø ze Śląska, Ø z Kielc, Ø z Warszawy i dwie linie z Łodzi, a wiec z zachodu kraju).

