Na jednym z przystanków wsiada starszy pan i zamyka otwór w dachu. – Co pan robi? Przecież straszna duchota – sprzeciwia się młody człowiek. – Panie, ja mam 71 lat i chore kości. Postoję w cugu 10 minut i jutro z łóżka nie wstanę – odpowiada mężczyzna.

W autobusie lini 57 podróżuje grupka obcokrajowców. Jest między nimi Pedro Luis Sandoval, Meksykanin. – Dziś w łódzkich autobusach jest tak gorąco, jak w meksykańskich – śmieje się Pedro. – Do tego trochę nieładnie pachnie i przyklejamy się do siedzeń. Można się poczuć jak u siebie, w Meksyku.

– Pasażerom jest gorąco, a co dopiero nam, kierowcom – narzeka Czesław Kaźmierski. – Prowadzę prywatny autobus i codziennie muszę jeździć w zapiętej pod szyję koszuli. Dobrze, że chociaż możemy w te upały zrezygnować z krawata.

– Najgorzej jest w niskopodłogowych i cityrunnerach – skarży się Marek Wasilewski. – Tam otwierają się tylko małe lufciki. Jest duszno i nie ma czym oddychać. Stare autobusy są lepsze na upał. Chociaż z kolei te „staruszki” na linii 86 mają w środku silnik, który nagrzewa się podczas jazdy. Tam jest dopiero ukrop!

Co na to MPK? – Wiemy, że w tramwajach i autobusach jest gorąco, ale takie mamy lato – mówi Irena Popoff, rzecznik prasowy MPK. – Zastanawialiśmy się nad zamontowaniem klimatyzacji, ale nie jest to możliwe. Po pierwsze, odległości między przystankami są niewielkie i wnętrze pojazdu i tak by się nagrzewało. Po drugie, koszty byłyby zbyt duże. Apelujemy jednak do kierowców, by drzwi na przystankach były dłużej otwarte i by zadbali o otwarcie dachów.

