Zawody narażone na pracoholizm

informatycy

handlowcy

naukowcy

prawnicy

„Mam na imię Jacek. Jestem pracoholikiem”

Choroba XX wieku

- Jeszcze do niedawna wracałem z firmy do domu o godzinie 22 - opowiada 30-letni Jacek, pracoholik. - Wracałem i przez następne kilka godzin przyklejałem się do komputera. A wszystko po to, aby być „the best” - najlepszy. Mocna kawa i inne pobudzające napoje były moimi sprzymierzeńcami.

Jacek pracuje w jednej z pomorskich firm informatycznych. Jest grafikiem komputerowym.

- Jednym z najlepszych w firmie - mówi. - Zawdzięczam to wyłącznie swojej morderczej pracy.

Po godzinach

Zaczęło się niewinnie. Świeżo upieczony grafik, który trafił do prężnej i renomowanej firmy musiał się przecież wykazać.

- Układ był taki: jest nas kilku, zakład przyjmie dwóch najlepszych - wyjaśnia Jacek. - Wykonywałem więc swoją robotę i nierzadko pracowałem po godzinach nad jakimiś oryginalnymi pomysłami. Robiliśmy grafiki reklamowe, takie cudeńka. Do dzisiaj mnie to fascynuje.

Jacek odczuwał, że wciąż zbyt mało pracuje. Konkurencja była wymagająca.

- Żeby utrzymać się dzisiaj na powierzchni nie wolno pokazać słabości - tłumaczy. - Dlatego nie odmawiałem szefowi, kiedy prosił abym został dłużej, czy zajął się czymś, co niekoniecznie należy do moich obowiązków.

Z nosem przy komputerze

Dobry grafik komputerowy ma wzięcie. Dlatego coraz częściej w mieszkaniu Jacka odzywał się wieczorem telefon.

