Gdy żółw matamata poluje, słychać tylko trzask i spora ryba znika, jakby się zdematerializowała. Nic dziwnego, że dorosłe osobniki, osiągające blisko metr długości, są w swej ojczyźnie uznawane za niebezpieczne dla człowieka. Podobno zdarzało się, że wyrywały brodzącym w wodzie ludziom spore kawałki ciała... Piękno matamata może docenić tylko prawdziwy miłośnik. Wielka, trójkątna głowa pokryta dziwacznymi, krzaczastymi wyrostkami, długa rurka zamiast nosa i maleńkie, głęboko schowane oczy.

W mieszkaniu pana Aleksandra Wysoczańskiego mieszkają trzy takie zwierzęta. W swym naturalnym środowisku polują na ryby i - mimo powolności - są bardzo skutecznymi drapieżnikami.

- Matamata porusza się bardzo wolno, ale jeśli tylko w jego pobliżu pojawi się ryba, błyskawicznie wyrzuca spod pancerza długą szyję, rozwiera paszczę i wciąga ofiarę wraz ze strumieniem wody. Siła i prędkość ataku są imponujące - opowiada hodowca.

- Poza matamata w swojej hodowli mam około 30 żółwi z 10 gatunków, specjalizuję się w żółwiach wodnych. Od jak dawna? Urodziłem się z tym! - mówi pan Aleksander.

W Polsce jest niewielu hodowców o dużym doświadczeniu. Pan Aleksander skromnie wymienia dwa nazwiska znanych "żółwiarzy" - jednego z Wrocławia i jednego ze Śląska. Jednak biorąc pod uwagę jego wiedzę fachową, zamiłowanie do zwierząt i doskonałą kondycję podopiecznych, trzeba by tę listę poszerzyć o nazwisko legniczanina.

- Żona znosi moje hobby po męsku, zwłaszcza, gdy zapewniam ją, że to już na pewno ostatni nabytek do hodowli - uśmiecha się pan Aleksander.

