Pozostaje wyjaśnić brak indeksu ze zdjęciem i danymi osobistymi.

Jak już wyżej wspomniałem, fuzja dwóch uczelni spowodowała, że indeksów z nową nazwą jeszcze nie mieliśmy i wszystkie zaliczenia i egzaminy wpisywane zostały na listę u każdego z profesorów z osobna. Składano je w sekretariacie dopiero po terminie egzaminów poprawczych.

Moje pojawienie się w pracowni rzeźby drugiego roku przywitane zostało oklaskami, a na pytanie, gdzie bąblowałem cały miesiąc, powiedziałem, że musiałem chorej matce obsiać pięć hektarów, bo ciężko zachorowała, a robotnik musi przecież jeść chleb. To wystarczyło. Gorzej było z przedstawicielką ZMP. Długo "truła" o mojej nieświadomości społecznej.

Tadzik, mój sublokator, wyszedł z Montelupich po dziesięciu miesiącach maltretowania na przesłuchaniach; był już innym człowiekiem. Pozostał przystojniakiem o greckich rysach, ale coś go dręczyło. Zaciągnął się do pracy w Nowej Hucie i choć był kiedyś absolutnym abstynentem, zaczął pić. W czasie jego pobytu na Montelupich narzeczona Ewa urodziła mu uroczą córeczkę - wypisz wymaluj uroda ojca. Z "wilczym biletem" nie mógł liczyć na studia. Poszedł więc do pracy, gdzie jako wybitnie inteligentny został zauważony przez inżynierów, którzy uczynili go brygadzistą grupy elektryków. Co sobota wypłata i góralskie "no to chlapniem". Kiedy wymawiał się, stwierdzili, że nimi gardzi. Żeby pokazać, że się mylą, wypił raz, drugi. I tak się zaczęło.

