Odnalezienie w XIX wieku rękopisu Pieśni o Wilhelmie Marszalku, ułożonej na zamówienie Wilhelma II Marszałka i służącej ugruntowaniu jego pozycji jako głowy rodu, królewskiego dostojnika i prowincjonalnego magnata, przywróciło pamięć o bohaterze a zarazem utrwaliło jego wizerunek przede wszystkim jako turniejowego czempiona. Był nim, ale tylko na jednym i nie decydującym etapie kariery. Znacznie większe i trwalsze sukcesy odnosił jako żołnierz, doradca oraz polityk i występując w tych rolach często daleki był od ideału prawego, uczciwego i brzydzącego się podstępem rycerza. Wojna w jego wykonaniu składała się głównie z serii łupieskich najazdów zastraszających wroga i niszczących jego zasoby, dworska służba łączyła się z zawieraniem niekiedy zaskakujących aliansów i z bezwzględnym zwalczaniem konkurentów do władzy a wielka polityka stanowiła też wyborną okazję do pomnażania własnego majątku kosztem wrogów, rywali, a nawet zubożałych krewnych. Awans majątkowy i polityczną karierę Marszałek zawdzięczał mniej odwadze, skłonności do ryzyka i awanturnictwu, które jako anegdoty tak wdzięcznie prezentowały się na kartach poematu a bardziej rozsądkowi, konsekwencji i wytrwałości. Nie raz okazywana inteligencja i bystrość pozwalała mu zaskakiwać przeciwników a samemu unikać zastawianych przez nich pułapek.

Złożoność biografii Wilhelma bez wątpienia nie stanowiła tajemnicy dla jego współczesnych. Benedyktyn Mateusz Paris (ok. 1200-1259) wspomniał, że po otwarciu grobu hrabiego Pembroke w 1240 roku okazało się, że jego zwłoki znajdują się w stanie daleko posuniętego rozkładu i obrzydliwie śmierdzą, i uznał to za dowód jego wielkiej grzeszności za życia. Zacytował też i opatrzył komentarzem wierszowane epitafium Marszałka ułożone przez słynnego astronoma, poetę i uczonego Gerwazego de Melkley.

