Nie zrobiłem tego i im dalej idę w lata - tym pewniej wiem, że postąpiłem słusznie. Gdybym pracował jako urzędnik, na pewno z mniejszą energią starałbym się wracać do ulubionego zawodu. Człowiek się przyzwyczaja, z wiekiem dziadzieje i mniej już chętnie zmienia to, co mu narosło. Gdybym jeszcze zrobił jakąś karierę urzędniczą - co też trudno wykluczyć - to już ciężko byłoby się wycofać. Zostałbym w innym fachu i - byłbym nieszczęśliwy przez całe życie.

Zresztą nie uznawałem wtedy rozwiązań połowicznych i uważałem, że albo wszystko - albo nic.

Było nic albo prawie nic - nie było bowiem nawet średnio. Gdy wracam myślą do tych czasów, to dziękuję niebiosom, że mi się okres stagnacji zdarzył w młodym jeszcze wieku. Dziś nie przetrzymałbym takich lat, a jeśli nawet - zostawiłyby one we mnie ślady, których nie można zatrzeć, a przede wszystkim przytłumiłyby radość życia.

Aby było wszystko jasne, chciałem możliwie stanowczo podkreślić, że wszystko, co w tych sprawach piszę, nie jest żadnym rozrachunkiem z przeszłością. Nawet gdybym miał ochotę, to chyba nie miałbym prawa do tak zwanych rozrachunków, a szczególnie do utrwalania ich w druku. To, co piszę - jest jedynie kroniką, relacją, wspomnieniem i refleksją. Nie zamierzam, gdyż nie potrafię, nikogo sądzić ani ważyć niczyich czynów. Później, po latach, z wieloma ludźmi, którzy dawali mi w kość, pozostawałem w dobrych, a nawet przyjaznych stosunkach, a do wielu faktów i wydarzeń znacznie mam łagodniejszy stosunek, niż może powinienem.

