- No i cóż tam, batko? - zapytał Kaziuk.

- Taki sam. Zliuszczy.

- Pije?

- Pije i bije. Mnie zeszłego tygodnia postronkiem tak sprał, że dwa dni siedzieć nie mogłem.

- Co? I myśli diabelskie nie przychodzą tobie?

- E! - nieokreślenie bąknął Juraj.

- Co to znaczy "e"? Co ty tam sobie myślisz w twojej głupiej głowie?

- Nic nie myślę - z pewną niecierpliwością powiedział Juraj i odsunął się od Kaziuka.

- A modlisz się za ojca? - spytał Kaziuk jeszcze.

- Nie!

- No, to pomódl się ze mną. Powiedz: Boże, miej w swojej opiece mojego ojca!

- Boże, miej w swojej opiece mojego ojca - obojętnie powtórzył Juraj.

- I wszystkich, i wszystkich - nieco przejętym głosem powiedział Kaziuk.

Juraj poruszył się.

- I wszystkich... - powtórzył sennie, przeciągając. A jednak w głosie jego brzmiało jakieś ledwie zaznaczające się, osnute mgłą jesiennej nocy wzruszenie. - I wszystkich...

- Amen - zakończył Kaziuk - a teraz śpij!

- Dobranoc.

- Dobranoc.

Juraj zasnął. A Kaziuk jeszcze długo patrzył na gwiazdy przez stajenne wrota. Ale w końcu zasnął i on. Wilki w lesie przestały wyć.

XIV

Trochę po północy ksiądz Suryn obudził się gwałtownie, jak od szarpnięcia, i zaraz poczuł, że czarny rozpiera się w nim zupełnie, że obudzone szatany nabrały namacalnej konkretności i że nalany jest substancją zła, które jakoby przelewało się przez niego. I zaraz przypomniał sobie o siekierze, o którą potknął się Wołodkowicz, kiedy pierwszy raz byli w tej karczmie. Poczuł tak gwałtownie przemożne istnienie tych dwóch przedmiotów, że przeciągnął się mocno, jakby odpychał od siebie pokrycie nocy, i powiedział:

