Powiedz mu, że wygląda lepiej niż na zdjęciach.

Pani Sabina jest o tym przekonana, bo na znanych jej fotografiach Jason był poważniejszy i przypominał raczej wysokiego rangą urzędnika.

Marek tłumaczy jej słowa na angielski. Jason sprawia wrażenie speszonego, ale też zadowolonego.

Chodźmy już, wyobrażam sobie, jacy jesteście głodni. Tu jest postój taksówek.

Wynajęliśmy samochód. Jason chce jutro pojeździć po cmentarzach i zobaczyć nasze święto.

Marek tak pokieruje wszystkim, że to Jason idzie po samochód, a on trzyma ją w tym czasie za rękę. Zupełnie jak jego babcia myśli pani Sabina. Potem patrzy zaaferowana, jak obaj eleganccy mężczyźni ładują bagaże do samochodu. Marek otwiera przed nią drzwi.

Z przodu niech siądzie Jason, więcej zobaczy z Warszawy. Pani Sabina chce dla nich najlepiej.

Nie ma mowy, mamo. Muszę cię cały czas mieć przy sobie. Jason mówi, że jesteś naszym największym skarbem.

To miło z jego strony. Podziękuj mu, synku.

Patrzy na prowadzącego Marka z wyraźną dumą, lecz kiedy tylko wyjadą z lotniska, budzi się w niej warszawianka. Co chwila zwraca uwagę syna a to na dom wysoki, którego nie było jeszcze w zeszłym roku, a to na lepsze oświetlenie ulicy. W windzie już tylko zamyślona, jakby w ciasnej klatce coś jej się przypomniało.

Mieszkanie pani Sabiny niewiele się zmieniło od czasu, kiedy była Sabiną. Inne radio, narzuta na kanapę, na ścianie powiększone zdjęcie Ø mamy. Najwięcej przybyło książek.

