- Kiedy zszedł? Wypuściłaś go samego?

Dzidzia kiwa głową.

- Z godzinę temu. Była u mnie Maja, żeby przepytać mnie z geografii, więc nie mogłam zejść (trudno - nie ma rady...), on ziewał, więc go wypuściłam....

Ale każde kłamstwo może zaszkodzić Drabowi. W takiej sytuacji nie trzeba kłamać. Nie wolno.

- Właściwie nie z geografii... Właściwie nie przepytywała mnie... - mówi (jak już pomagać mu, to do końca). - Gadałyśmy po prostu... Powinnam była z nim wyjść...

Alicja milczy. Żadnego: "A mówiłam ci", "A widzisz".

Drab znów dałby jej 1:0, chociaż nie, Dzidzia też spisała się z tym sprostowaniem, więc byłoby 1:1... Biedny Drab, gdzie on teraz, czy aby żyje...

- Gdzieś szukała? - pyta Alicja.

Widać, że zastanawia się, co robić dalej.

- Tu wszędzie i na Psim Polu, w Agrykoli i po tamtej stronie Trasy, i koło fińskich domków...

- Byłaś u pani Ślaskiej? Czasem umie się przecież tam zawałęsać...

Znów cień nadziei.

- Nie!

Alicja podchodzi do telefonu.

- Dzień dobry pani. Pahlowa. Nie ma tam czasem Draba? Tak. Już z godzinę temu. No to przepraszam. Do widzenia pani.

