Siostro, ile was jest? - szepnął wtedy dominikanin, patrząc w inną stronę.

Słucham? - zapytała speszona.

Siostro Karolino, nie ma wiele czasu, ile was tu przebywa? Czy siostra jest bezpieczna? Jak mogę pomóc?

Sześćdziesiąt sióstr, może kilka więcej, nie wiem. - Rzuciła mu krótkie, poważne spojrzenie. - Kilka dziewczyn w drugim budynku, z rodziny. Mnie Bóg ustrzeże, ale ojciec... proszę na siebie uważać.

Czy są jakieś siostry zza wschodniej zagranicy?

Są. Siostrzyczka Lidia miała w nocy widzenie, dlatego jest wyczerpana - powiedziała głośniej, lekko drżącą ręką wskazując koce, równo rozłożone na pościeli. - A tutaj są pokoje gościnne, naprzeciw salon dla gości.

Nad łóżkami wisiały obrazki, był też napis wykonany mazakiem: "Bo w Nim odnajduję wszystką radość życia mego". Gliński nie musiał odwracać głowy, by domyślić się, że nad drzwiami wisi krzyż. Ani że na progu stanął właśnie Romanyczko.

Jeśli siostra Karolina miała rację, to nie wszystkie mieszkanki domu przyszły adorować Najświętszy Sakrament - Gliński naliczył ich tylko pięćdziesiąt dwie. Wszystkie w habitach albo świeckich strojach postulantek. Nawet jeśli w pierwszej chwili oczekiwały czegoś innego, teraz pokornie powtarzały akty wiary, uwielbienia, dziękczynienia...

Adoracja zbliżała się do końca, kiedy w drzwiach kaplicy stanęła starsza zakonnica. Gdyby nie habit, wyglądałaby na typową mieszkankę tutejszych wsi: niska, otyła, o szerokiej, czerwonej twarzy. Brzydka, jednak pogodna i wzbudzająca zaufanie. Skinęła głową dominikaninowi i uklękła obok.

