Wrócił niedługo potem i szepnął coś do Margaret.

Oboje odwrócili się w kierunku majora Kovalsky’ego.

Działo się coś złego, i to bardzo.

Zdążył nawet wyciągnąć pistolet i postrzelić Smitha, ale Margaret była szybsza. Ciosem dłoni powaliła go na ziemię. Tracąc przytomność pomyślał, że nie spodziewał się tyle siły w tak wątłym ciele.

VII

Gdy się obudził nie miał lewej ręki. Z rany sączyła się krew. Obok leżał, dysząc ciężko, John Smith. Również krwawił, tyle, że na niebiesko. "Wszystko na opak w tym pojebanym miejscu" – pomyślał Kovalsky i znów zemdlał.

Gdy ocknął się drugi raz, Smith wyglądał trochę lepiej, a całą twarz miał we krwi. Czerwonej. Ręka majora obficie krwawiła do jakiegoś naczynia. Opodal uwijała się Margaret, która sprawiedliwie rozdzielała krwawy posiłek między siebie i Johna Smitha. Oboje sprawiali wrażenie bardzo szczęśliwych.

Margaret podeszła do Kovalsky’ego i pogłaskała po policzku. – Kochany, to był cudowny pomysł z tym wyścigiem. Naprawdę świetny. Nawet nie przypuszczałam... Nie przypuszczaliśmy... Jeden z nich się przewrócił i rozciął dłoń. Zaczął ssać i krwawienie ustało. A potem drugi, ale skaleczył się w nogę. Nie mógł sobie pomóc, więc myśmy to zrobili. Och... – Margaret jęknęła zmysłowo, a Kovalsky’ego znów ogarnęła ciemność.

