Wkrótce do owych wydarzeń dołączyły się inne. Dzieci w pałacu oprócz różnych potraw dostawały na kolację ziemniaki w mundurkach. Gdy wraz z boną przychodziły do pokoju by spożyć posiłek - ani jeden ziemniak nie leżał na talerzu, natomiast znajdowano je obite i rozrzucone po całym pokoju.

Wszystko to wzbudziło w dziedzicu niepokój. Widząc, że zwykłymi środkami nie może sobie dać rady, pojechał do Sianowa, by zwrócić się o pomoc do tamtejszego pastora, który podobno umiał poskramiać nieczyste siły.

Pastorowi wielce pochlebiało zaproszenie bogatego i wpływowego ziemianina. Toteż nie zwlekał i natychmiast udał się do pałacu, by zostać tam przez całą noc. Kazał sobie przynieść do dziecinnego pokoju wygodny fotel, wziął w ręce Biblię i zaczął się modlić w skupieniu.

Wszystko było w porządku, póki nie nastały ciemności. Kiedy odezwało się pukanie w okno, pastora obleciał strach. Zerwał się z miejsca i zaczął żegnać krzyżem wszystkie kąty pokoju, odmawiając przy tym modlitwy.

- Precz, duchu przeklęty... precz! - wołał głośno, a pot kroplisty wystąpił mu na czoło. - Zgiń, przepadnij siło nieczysta!

Nic nie pomogło. Ktoś łomotał w okno z taką siłą, jak gdyby miał zamiar wysadzić je z futryn.

- Precz do piekieł! Uciekaj! - wrzasnął pastor i sam wziął nogi za pas.

Rozgniewał się dziedzic jeszcze bardziej i postanowił sprawę raz na zawsze zakończyć.

