- Od dziecka miałem marzenie, żeby mieć swój zespół. Kiedy dorastałem nie było zespołów rockowych. Słuchaliśmy kapel big-bitowych. Śpiewanie wpisane jest w zawód aktora, nie na darmo w szkołach teatralnych uczą śpiewu, ale ja śpiewanie po prostu lubię. Nie mówię, że to umiem, ale sprawia mi ogromną przyjemność.

Często słyszy się, że teatr w Częstochowie nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Czy ma Pan w planach jakieś nowatorskie rozwiązania repertuarowe?

- Żeby taką opinię wytworzyć, trzeba by było orientować się, co teatr proponuje, a często jest tak, że opinie wydawane są na wyrost przez osoby, które nie chodzą do teatru. Dziś ludzie są nieco znużeni, po pracy albo idą spać, albo włączają telewizor i przeskakują po stu sześćdziesięciu kanałach. Nie ma problemu, kiedy w mieście jest kilka teatrów, ale gdy jest tylko jeden, trzeba skonstruować go tak, żeby nie był jedynie komercyjny. Jest wiele współczesnych i klasycznych dzieł, które trafią do każdego widza. Pyta Pani o moje plany... Odpowiedź jest prosta, chciałbym aby był to teatr różnorodny. Aby współpracowali z nami zarówno młodzi, utalentowani reżyserzy i aktorzy, jak i twórcy doświadczeni z pokaźnym już dorobkiem. Aby klasyka mieszała się tu ze współczesnością, komizm ze wzruszeniem, abyśmy potrafili wspólnie wytworzyć naprawdę twórczą atmosferę i może ... - choć to trochę nieskromne - byśmy unieśli się trochę na skrzydłach.

