I wyciągła ręce ku Marji, podniosła głowę i — — o wszechmocy Boska, o dobroci nigdy niewyczerpana!… ulitowała się Najświętsza Panienka. Ślepa przejrzała.

Patrzy w górę, patrzy na Cudowny Obraz, jakby w ekstazie, jakby nieżywa i uśmiecha się wreszcie, Matkę Boską zobaczyła i poznała, taką, takąsamiuteńką o jakiej jej tak często opowiadano.

Radość rozpiera jej serce, wielka, ogromna.

— O Cudowna Panieneczko! — krzykła wkońcu w uniesieniu najwyższem, zerwała się z ziemi i prosto, bez pomocy, bez Jagusi, do ołtarza Matki Boskiej się ciśnie.

— Puście mię! — woła, puście, Cudownej Panience podziękować idę. Ciemną tu przyszłam, Ona mię uzdrowiła. Już widzę, wszystko widzę.

Ludzie natychmiast się rozstąpili, a ona padła twarzą na gradusy ołtarza i płacząc rzewliwie modliła się:

— O Matko Boska, cóż ja Ci zato teraz dam? Jak Ci się odwdzięczę? Ach kochać Cię będę co sił moich i głosić będę wszędzie, żeś dobra, żeś miłosierna, że nas wszystkich miłujesz i najbiedniejszych i najlichszych. O Panienko Najświętsza! O kochanie Ty moje! O śliczności wszystka dziękuję Ci.

Jagusię strach zdjął. Czy to prawda? Czy ją oczy mylą? — Jakto Elżbietka już nie ciemna!? O Marjo! I nie wiedząc co robić, wybiegła z kościoła, dopędziła kompanję i przewodnikowi tejże opowiedziała co się stało.

