A jednak, gdy nałożyć na siebie pojedyncze i zbiorowe portrety tych, którzy PiS zawierzyli, wyłania się kilka rysów, które przez swą powtarzalność jawią się jako rodzaj wspólnego konturu cech, które sobie przypisują. Najwyraźniejszy z nich można określić głodem akcji.

Podopieczni

- No chyba jednak coś się ruszyło - tłumaczy Barbara Gregorek, która mimo zniechęcenia znów zakreśli krzyżyk przy nazwisku pisowskiego kandydata. - Pokazali ten cały układ, że nic nie jest z przypadku. Zbigniew Ziobro robi na mnie dobre wrażenie - wydaje się szczery.

- Wzięli się za prokuraturę, walczą z korupcją - wtóruje Maria, lat 39, nauczycielka z gminy Pilawa w powiecie garwolińskim. - Te macki wciąż są silne, system powiązań się broni. Ale wierzę, że w końcu będzie nam się żyło lepiej, że moje dzieci będą bezpieczne.

- Działania CBA, sądy 24-godzinne, zapoczątkowanie prawdziwej lustracji - to hity tego rządu - wymienia Tomasz Kapuściński. - Wiadomo, że się nie da, żeby wszystko od razu funkcjonowało bezbłędnie. Teraz jest nawał afer, a przez to sporo chaosu. Coś widać było nie tak - a teraz się zmienia.

Jarosław Kaczyński zaspokaja zapotrzebowanie na ruch, ferment, akcję. Odpala kolejne fajerwerki, detonuje bomby, nie dając chwili wytchnienia i okazji do zapomnienia o sobie. Ruch przyciąga uwagę. Ruch to dowód czujności.

Wyborcy PiS badani przez dr. Wojciecha Cwalinę, psychologa społecznego, odczuwali słabą kontrolę nad własnym życiem. - Mieli raczej wrażenie, że ich los zależy od innych - tłumaczy badacz. Gdy czujemy się od kogoś zależni, naturalne, że odpowiada nam, gdy ten ktoś jest aktywny, gdy działa - zwłaszcza w trosce o nas. - Ten elektorat traktuje partię jako reprezentanta swoich interesów, który jest w stanie dokonać tego, co obiecuje, zadbać o wyborców, także: odzyskać, co zawłaszczone - wyjaśnia psycholog. Jeśli nie teraz, to kiedyś.

