Jeden z czytelników dziennika dostał ofertę niezwykle atrakcyjnego kredytu z banku, w którym wcześniej pożyczał już pieniądze. Zaproponowali mu obniżkę oprocentowania jako stałemu klientowi. Jednak gdy na jego żądanie bank policzył pełne oprocentowanie, okazało się, że za pożyczone 8 tys. będzie musiał oddać 14 tys. zł. Inna mieszkanka Szczecina, która wzięła pożyczkę na zakupy ratalne, po podliczeniu wszystkich kosztów stwierdziła, że rzeczywiste oprocentowanie kredytu wyniesie ponad 50 procent.

Najczęściej stosowanym chwytem przez banki jest podawanie tylko nominalnego oprocentowania, które na pierwszy rzut oka wygląda bardzo atrakcyjnie (z reguły kilkanaście procent). Niestety, do tego dochodzą zazwyczaj prowizje i inne opłaty, które znacznie podwyższają rzeczywisty koszt kredytu.

Niektóre banki postępują dokładnie odwrotnie: w materiałach reklamowych podają niskie koszty prowizji, ale narzucają wysokie odsetki. Skutek jest ten sam - rzeczywiste oprocentowanie świątecznych kredytów w kilku sprawdzonych przez dziennik bankach wyniosło od około 18 nawet do 27 procent w skali roku. Tylko w jednym przypadku było ono niższe od 15 procent i świąteczna zniżka wyniosła ponad 5 procent. Często prawdziwa preferencja polega przede wszystkim na korzystniejszych warunkach uzyskania czy spłaty pożyczki.

Ustawa o kredycie konsumenckim mówi wyraźnie, że banki mają obowiązek informować klientów o rzeczywistej stopie procentowej. Jednak w praktyce się tym nie przejmują, stawiając na pierwszym miejscu zysk. Z drugiej strony klienci często chcąc szybko dostać pieniądze nie interesują się kosztami spłaty, nie czytając umowy przed podpisaniem.

