DK: Tak, ja myślę, że właśnie dlatego został pan obwołany faszystą.

DG: Właśnie po to, żeby zakrzyczeć ten wątek, o którym nie można mówić wprost... Bo mówi pan rzeczy straszne...

Dlaczego straszne? Przecież tak właśnie było. Nawet jeśli ta wiedza jest teraz trochę zakazana, to wie o tym każdy Polak.

DK: Jestem pewien, że w podręcznikach zarządzania zbiorowym oburzeniem - gdyby takie istniały - o reductio ad Hitlerum byłby cały rozdział.

DG: Etykieta faszysty jest szczególnie pomocna przy krytyce polskiego autora, piszącego o Powstaniu Warszawskim, w gazecie wydawanej przez niemiecki koncern. Mamy wówczas sytuację pewnego soczystego paradoksu.

Żyjemy teraz w takim czasie, że ta kwalifikacja jest trochę śmieszna, ale w innej sytuacji mogłaby mieć bardzo groźne skutki.

MC: Ale ja chciałem zapytać o jeszcze jedną rzecz. Pan mówił wcześniej o tej miłości do polskości i do Polski. Mówił pan również o tym, jak niebezpieczne może być oduczanie ludzi tej miłości. Ale jakie są, według pana, aksjologiczne podstawy tej miłości? Gdyby nie to, że mamy wspólnie do czynienia z koalicją antypodmiotowców, którzy wpadają we wściekłość na samo słowo "polskość", to pan i my moglibyśmy się o te podstawy aksjologiczne poróżnić. Bo właściwie gdzie pan znajduje w swojej wizji historii i narodu aksjologiczne podstawy do tego, żeby kochać swoją polskość?

