- To prawdziwa Ø? - zapytała chuda Angielka.

- Nie rozumiem - odpowiedział - oczywiście, że jest żywa.

- Ale czy ma jad? Czy ukąszenie grozi śmiercią, bo podobno wyrywają wężom zęby i wyciskają gruczoły z jadem.

- Memsab spróbuje - zachęcał fakir - proszę dać rękę.

- Och, nie nie! - otrząsnęła się z obrzydzeniem. - Myślałam, że to wszystko udane. Przedstawienie dla turystów.

Mangus, znużywszy gada monotonią skoków, nagle zamącił rytm swego łowieckiego tańca i spadł mu na kark, przycisnął pyszczkiem do ziemi, białe ząbki jak piłka zgrzytały na łusce kobry.

Trzymał ją tak, jak zwycięzca w zapasach, który chce, by prócz sędziego i widzowie ocenili jego przewagę, potem odskoczył i przeciągnąwszy się ułożył w koszyku. Kobrą wstrząsnęło kilka skurczów, odrażających w bezsilnej wściekłości. Syczała, z otwartym szeroko pyskiem ruszyła w stronę widzów i wtedy z ciemności wynurzyło się nagie, czarne ramię fakira, zgrabnie chwycił ją tuż przy łbie.

- Dlaczego on jej nie pozwolił zagryźć - pytała Angielka. - Nabrał nas...

- Z zagryzieniem trzydzieści rupii - powiedział rzeczowo poskramiacz węży - to wyjątkowo mądry gad.

- Zapłacę - grzebała nerwowo w torebce - chcę mieć pewność, że zostanie zabity. Tu są pieniądze!

Hindus, zgarnąwszy skwapliwie datek, wypuścił z worka wężyka, którego zachwalał jako bardziej jadowitego od kobry, jednak mangus błyskawicznie z nim się uporał i przegryzłszy na trzy części, grzebnął tylnymi nogami ze wstrętem.

