– A co z moją miłością do ciebie? – Uśmiechnął się.

Spojrzała na niego z udawanym namysłem.

– Twoja miłość jest frywolna... Kiedyś dopasujesz ją wreszcie do osoby.

Samotny podrzucił ich do domu i wykręcił na wąskiej drodze, przez chwilę w ciemności migały czerwone tylne światła. Nayana poszła otworzyć drzwi, Przystupa ruszyła za nią z Pirkką, a Pani Słaba zeszła na pomost i zapatrzyła się w poszatkowaną krą wodę. Było zimno, wiatr skrzypiał w deskach pomostu, lód łamał się, postękując. Objęła ramiona dłońmi, zawsze szybko marzła, od kiedy pamiętała, miała chłodne ręce i stopy.

Samotny zapytał ją raz niby żartem, czy umie sobie pomóc, skoro jest psychologiem. Roześmiała się – nikt z jej wydziału tego nie potrafił, chociaż głównie po to tam zdawali. Nie była gierojem z rosyjskich czytanek, nie mogłaby sama sobie wyciąć wyrostka robaczkowego. Ale mogła lizać rany. I tak zrobiła.

Nagle gdzieś nad sobą usłyszała krzyk. Jeszcze przez chwilę nie rozumiała, co się dzieje, naszła ją absurdalna myśl, że to głos lecącej kaczki, dopiero gdy wołanie o pomoc przebiło ścianę domu i rozniosło się po wodzie, zerwała się i ślizgając się po pokrytym łachami lodu zboczu, dopadła domu.

Pirkka stał w przedpokoju z rączką wyciągniętą przed siebie – miał otwarte usta, ale to nie on krzyczał – dźwięk dochodził z dużego pokoju, zza ściany. Pani Słaba wpadła do środka Ø i zobaczyła Fina. Przystupa biła go po plecach, ale nie zwracał na nią uwagi, pochylał się nad Nayaną, w ręku ściskał nóż.

