Szkocki matematyk John Napier, wynalazca logarytmów, stwierdził kiedyś: "Życie jest za krótkie, żeby grać w szachy, ale to wina życia, a nie Ø szachów". Grywali w nie królowie, książęta i wodzowie, a już wkrótce szachy mogą stać się obowiązkowym przedmiotem w szkołach (str. 3). Dr Robert Ferguson, psycholog dziecięcy, zbadał zależność między grą w szachy a wynikami osiąganymi w szkołach. W jednej z podstawówek w Bradford (Pensylwania) podzielił dzieci na trzy grupy: Ø uczące się gry w szachy, Ø rozwiązujące zagadnienia przy użyciu komputera i Ø bawiące się w gry fantasy. Każda z grup miała tyle samo zajęć, dzieci spotykały się raz w tygodniu przez 8 miesięcy.

U tych Ø, które brały udział w zajęciach szachowych, umiejętność logicznego myślenia poprawiła się o ponad 17 proc. Wśród uczestników zajęć z informatyki umiejętności te poprawiły się o 5 proc. Wyniki gier fantasy znalazły się poniżej błędu statystycznego.

Nie mieliśmy nigdy arcymistrzów tej klasy, co Michaił Botwinnik, Tigran Petrosjan, Borys Spasski, Bobby Fischer, Anatolij Karpow i Garri Kasparow. Mała 3-milionowa Armenia, w której w szachy grają wszyscy, od dziecka w przedszkolu po prezydenta kraju, daje wystarczające świadectwo korzyści płynących z wprowadzenia szachów do programów szkolnych. Ormianie wygrywają nie tylko olimpiady szachowe, ale i Ø matematyczne. Boję się, że gdy już obywatelski komitet zbierze 100 tys. podpisów, resort edukacji uczyni z szachów "zajęcia programowe".

