Gdyby Jarosław Kaczyński wytrzymał psychicznie i cierpliwie rozgrywał swoją grę jeszcze przez jakiś czas, choćby rok, dwa, zdążyłby dokonać wielu ustawowych zmian, z których wygrzebać się byłoby bardzo trudno. Lepper i Giertych popieraliby wszystko, byleby dalej jeździć limuzynami rządowymi i niewiele dałoby się zrobić. Ale Kaczyński nie wytrzymał, bo uznał, że po przyspieszonych wyborach pozycja PiS będzie zdecydowanie silniejsza. Zresztą stała się silniejsza poparciem społecznym, które ta partia uzyskała, i tu lider PiS się nie pomylił. Pomylił się, nie doceniając nie tylko swojego głównego przeciwnika, czyli Donalda Tuska, ale przede wszystkim nie doceniając wyborców.Z tej porażki PiS płynie taka oto nauka, że jednak polscy wyborcy znaleźli w sobie siłę i determinację, by odrzucić politykę awanturniczą, zatrzymać postępujące zmiany w państwie, w jego instytucjach, tak w sferze - powiedzmy po staroświecku - bazy jak i nadbudowy. Wybory miały swój dramatyczny sens, były po prawdzie plebiscytem organizowanym wokół nadrzędnego pytania: za Kaczyńskim czy przeciwko?Czy tak silna korekta wyborcza w stosunku do praktyki i ideologii IV RP będzie już zawsze gwarantowana, tego oczywiście nie wiemy. Pięciomilionowa armia PiS jest faktem, a przeciwstawienie jej bardziej masowego, ale jednak pospolitego ruszenia na pewno nigdy nie będzie łatwe. Zwłaszcza że Jarosław Kaczyński w opozycji nie będzie już odpowiadał za praktykę, a czysta ideologia dla wielu rozczarowanych i zawiedzionych ma zawsze nieodparty urok. Jeśli na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych duży wpływ miała prowadzona przez dwa lata wielka kampania obnażania i nazywania meandrów polityki rządzących, to także dzisiaj i jutro nie powinna ona słabnąć, gdyż walka o świadomość obywatelską trwa, co widać choćby we wszystkich wystąpieniach publicznych prezesa PiS i jego podwładnych.