W ostatnią sobotę po raz piętnasty wręczono statuetki Wiktorów dla najpopularniejszych postaci telewizji. Zawsze osobliwością gali owych nagród było to, że nikt z telewidzów obserwujących relację z imprezy w TVP nie wiedział dokładnie, czym kieruje się szacowne jury mianowane Akademią Telewizyjną honorując tę a nie inną osobę. Teraz konferansjerzy, Iwona Schymalla i Maciej Orłoś, sami nie mogli dojść, jak nazywać laureatów: najpopularniejszymi czy najlepszymi?Nie było wątpliwości w przypadku Super-Wiktorów (nagroda w uznaniu zasług) dla Andrzeja Wajdy, Jerzego Hoffmana i Czesława Niemena. Każdy z tych twórców po wielekroć udowadniał swoją wartość dla polskiej kultury. Nikt nie wątpił w słuszność werdyktu czytelników "Anteny", czyli Wiktora Publiczności dla Jurka Owsiaka. Podobnie z nagrodą w kategorii "najpopularniejszego twórcy programu" dla Elżbiety Skrętkowskiej za "Szansę na sukces" czy z Wiktorem dla Waldemara Milewicza jako "najwyżej cenionego dziennikarza". Ale już dalej mnożą się znaki zapytania. Ciągle nie wiem, czemu ma służyć Wiktor dla polityka (otrzymał go tym razem Leszek Balcerowicz) - uwzniośleniu sceny politycznej czy może wyprostowaniu pokrętnej logiki eksprezesa TVP Ryszarda Miazka, wedle którego telewizja ma być dla polityków przyjazna.Największym jednak zaskoczeniem okazał się Wiktor przyznany aktorowi kina akcji Jean-Claude’owi van Damme’owi. Zaskoczeniem dla wszystkich, dla aktora, a także dla jury, które jak się okazało w tej akurat sprawie nie było pytane o opinię. Organizator Wiktorów Józef Węgrzyn tłumaczył, że van Damme to dziś w skali światowej aktor najpopularniejszy, więc nagroda mu się należała.