W zeszłej kadencji była posłanką PiS, dziś pracuje dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale o Małgorzacie Gosiewskiej zrobiło się głośno, gdy Przemysław Gosiewski, szef klubu PiS, jej były mąż, upominał Ludwika Dorna w sprawie alimentów na dzieci. Wtedy ona wyznała publicznie, że sądzi się z Gosiewskim o wyższe niż 600 zł miesięcznie pieniądze na ich 13-letniego syna. Wielu zarzuca jej, że w ramach alimentów były mąż załatwił jej posadę u prezydenta jako eksperta w gabinecie Szefa Kancelarii. Ona zapewnia, że jest inaczej: - Nigdy w życiu nie załatwił mi żadnej pracy.Jej pierwszym szefem na początku lat 90. był Jarosław Kaczyński. Prowadziła mu biuro poselskie. Kiedy w 1997 r. rozpadło się jej małżeństwo, zaczęła pracować u Ludwika Dorna. - Znalazłam się w trudnej sytuacji i Ludwik zatrudnił mnie w swoim biurze poselskim, bo miałam doświadczenie w tej pracy. W 2005 r. została posłanką PiS.Jej sukcesem było Przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego. Reprezentując stanowisko klubu na sali plenarnej mówiła: "Staję przed państwem w imieniu tysięcy polskich kobiet pokrzywdzonych podwójnie. Najpierw przez swoich mężów, którzy porzucili je wraz z małymi dziećmi...". W 2007 r. bez powodzenia ubiegała się o sejmową reelekcję. - Do czynnej polityki na pewno już nie wrócę - mówi Gosiewska. U prezydenta zajęła się koordynacją akcji pomocy gruzińskim dzieciom, pisze też opinie, odpowiada na pisma, czasami reprezentuje Kancelarię na posiedzeniach komisji sejmowych i senackich.