Najbardziej odważnej odpowiedzi na nurtujące nas pytanie dostarcza eksperymentalna psychologia egzystencjalna. Jej twórcy Jeff Greenberg, Tom Pyszczynski i Sheldon Solomon skupili się na odczuciu trwogi, którego doświadczamy zawsze, gdy tylko myślimy o śmierci. Myśli te są dość częste - może je wyzwolić widok cmentarza, wspomnienie zmarłej osoby czy wyobrażenie martwego zwierzęcia. Lęk przed śmiercią nie pozwalałby nam cieszyć się życiem, gdyby nie dwa mechanizmy psychologiczne ograniczające go: światopogląd, czyli kodeks moralny, wartości i przekonania, oraz samoocena, czyli nasze dorastanie do światopoglądu. Światopogląd powoduje, że non omnis moriar - zawsze w końcu pozostanie moja kultura, czyli symboliczne przedłużenie mojej egzystencji.Greenberg i współpracownicy w licznych eksperymentach dowiedli, że myśli o własnej śmierci czynią ludzi bardziej rygorystycznymi moralnie i przywiązanymi do własnego światopoglądu, a jednocześnie mniej tolerancyjnymi wobec ludzi o innym światopoglądzie. Czy chodzi tu jednak o własny światopogląd, czy może światopogląd całej grupy? Badania Emanuele Castano i Marka Dechesne dowiodły, że uświadomienie ludziom, że są śmiertelni, zespala ich z grupą. Osoby, które poproszono o wyobrażenie sobie swojej śmierci i opisanie pośmiertnego losu, stawały się silniej przywiązane do grupy, oceniały ją bardziej pozytywnie oraz zaczynały traktować swoją grupę jako jednorodną całość. Światopogląd jest więc tylko jednym z przejawów potrzeby należenia do grupy, która pojawia się w sytuacji zagrożenia śmiercią. To grupa czyni nas nieśmiertelnymi, a przynajmniej symbolicznie nieśmiertelnymi. Trudno chyba o ważniejszy powód należenia do grup. Słuchacze i słuchaczki Radia Maryja, którzy tworzą grupę niezwykle spoistą i niechętną wobec innych światopoglądów, wydają się być mocnym potwierdzeniem słuszności tej teorii.