Krystyna Sroczyńska z Kongresu Polonii Kanadyjskiej:- Był moim przyjacielem. Największym, jakiego miałam. Nigdy nie spotkałam nikogo tak radosnego, żywotnego i pełnego zapału. Był bardzo życzliwy dla całego świata, dla ludzi, dla miejsc. Wiele podróżował, ale jeszcze więcej podróżował w wyobraźni, korespondując z całym światem.Miał znajomych w Chicago, Hongkongu, Australii, Pradze, Nowej Funlandii, na kanadyjskich Kaszubach.- On na tych Kaszubach, w sąsiedztwie rzeki Madavaska, nigdy nie był, choć bardzo chciał - mówi Charczuk. - Umówiliśmy się więc, że następnym razem już na pewno tam pojedziemy.Nie pojadą. W parafii św. Kazimierza w Toronto właśnie odbyła się msza, podczas której ks. biskup Antoni Długosz z Polski odczytał intencję za zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem, a w szczególności za inż. Leszka Solskiego z Sopotu. Po mszy jego bliscy poszli pod Pomnik Katyński, by zapalić znicze. A potem starsza córka poleciała do Polski, do mamy. Razem miały się udać do Moskwy, gdzie trafiły ciała ofiar katastrofy.Pół świata znało pana Leszka. Większość nazywała go przyjacielem. Dla wszystkich miał czas. Wszystkich lubił.Jeszcze w czwartek rozmawialiśmy. O tej wyprawie, która okazała się ostatnią. Tyle ważnych osób miało być na pokładzie samolotu. Tyle spraw chciał załatwić. Marzyło mu się np., by w kaplicy, która powstanie przy stadionie na Letnicy, znalazła się ikona autorstwa Janusza Charczuka, dawnego piłkarza Lechii. Może Maciej Płażyński, szef Wspólnoty Polskiej, pomoże? - rozważał. "Trzymam kciuki. I do niedzieli!" - powiedziałam. "Buzi!" - odpowiedział.