? Mieszkańcy gmin Wartkowice i Dalików są niemal całkowicie pozbawieni dostępu do komunikacji zbiorowej. Najpierw wycofał się łódzki PKS, teraz zrezygnował prywatny przewoźnikBo nie opłaci się wozićAnna i Krzysztof Andrzejczakowie z Budzynka w gm. Dalików, podobnie jak inni mieszkańcy krótko cieszyli się połączeniami autobusowymi z Łodzią i Poddębicami. PKS zostawił tylko po jednym kursie, a prywatny kilka dni temu całkowicie przestał jeździć przez ich wieś.– We wtorek musiałem rzucić pracę, po to tylko, by ojca zawieźć na pobranie krwi do ośrodka zdrowia w Dalikowie – denerwuje się Krzysztof Andrzejczak, który na szczęście ma samochód. – Jedyny autobus w tamtym kierunku jest o godzinie jedenastej. Laboratorium o tej porze jest już nieczynne.Żona Andrzejczaka dodaje, że problem ze zbiorową komunikacją jest nie tylko między Dalikowem i Łodzią, ale też z Poddębicami.– Jedyny autobus do Poddębic mamy o dziewiątej, a powrotny jest już o jedenastej – wylicza Anna Andrzejczak. – Żeby cokolwiek załatwić w tak krótkim czasie trzeba się mocno uwijać. Z dojazdem do Łodzi jest jeszcze gorzej, bo nie ma powrotnego autobusu. Do domu wypadałoby jechać taksówką albo z Kucin iść pieszo.Dlaczego mieszkańcy gmin Wartkowice i Dalików zostali odcięci od świata? Prywatny przewoźnik z Uniejowa, który zgodził się jeździć na nierentownych trasach przez północne tereny tych gmin, wytrzymał zaledwie miesiąc. Do sześciu kursów z Poddębic do Kucin i z powrotem Andrzej Gawroński dokładał codziennie nawet do 300 zł. Szybko więc zrezygnował. Na szczęście dla młodzieży szkolnej akurat rozpoczęły się wakacje. Zostały 2 miesiące, aby rozwiązać problem. Starsi, którzy muszą dojechać do lekarza, czasu nie mają.