Młodzi jak barankiDom pana Gerharda stoi na samym końcu wsi. Budynek jest stary i stylowy, ale przy oknach odpada tynk. Furtka zamyka się prowizorycznie kawałkiem czarnej gumy.- Mam czterech synów - zaczyna siwiutki pan Gerhard. - Wszyscy mądrzy, ułożeni, a Michał, to już w ogóle cichy. Nic nie chce mówić, więc mało wiem. Do szkoły teraz pojechał - dodaje.Mężczyzna opiera się o ganek domu i zapala papierosa. Przez 30 lat pracował w leśnictwie. Dziś jest na emeryturze. 916 zł musi wystarczyć na utrzymanie żony i dwóch synów, którzy nadal mieszkają w rodzinnym domu.- Jak chciał parę groszy na dyskotekę, to dałem, jak chciał do Słupska, to też znalazły się pieniądze - mówi o najmłodszym synu rozgoryczony sołtys. - Nie wierzę, by połakomił się na 6 zł, które płacą strażakom z OSP za godzinę akcji gaśniczej. W ogóle w to wszystko nie wierzę...Pan Gerhard ma żal do słupskiej policji za to, że po zatrzymaniu syna, nie podała prawdziwego powodu zatrzymania. W czwartek, gdy doszło do interwencji policjanci poinformowali, że syn składa wyjaśnienia w charakterze świadka.- Mogli powiedzieć, że go podejrzewają - krzyczy pan Michał. - Jeśli taka jest prawda, to chcę ją znać.Michał wbrew zapewnieniom policji nie wrócił na noc. Przyjechał do domu w piątek. Całe popołudnie przespał.