Nie udał się finał Pucharu Świata w skokach narciarskich. Szyki zawodnikom i organizatorom pokrzyżował wiatr. Stąd najbardziej atrakcyjny konkurs na „mamucie” w Planicy został odwołany. Mimo że Walter Hofer, dyrektor tej imprezy, robił przerwy i opóźniał zawody, licząc, że wicher się w końcu zmiłuje i ucichnie. Jednak 60 tysięcy kibiców znajdujących się pod „Velikanką” nie doczekało się dokończenia zawodów.W godzinach rannychz problemami udało się przeprowadzić kwalifikacje. Z Polaków, poza Małyszem, do konkursu głównego zdołał zakwalifikować się tylko Łukasz Kruczek. Zawodnik ten został ściągnięty do Planicy, w miejsce Tomasza Pochwały, który miał niezwykle groźnie wyglądający upadek podczas piątkowego treningu. Z poobijaną twarzą znalazł się w szpitalu w pobliskich Jesenicach. Po takim upadku, to cud, że Pochwała nic sobie nie złamał.- Czuję się już lepiej. Wiem, jaki popełniłem błąd i więcej go nie powtórzę - mówił Pochwała w szpitalu.- Dzwoniłem w sobotnie południe do Tomka i jak wynika z jego słów czuje się lepiej - powiedział Lech Pochwała, ojciec skoczka. - Syn ma trochę podrapaną twarz i nieco dolega mu skręcone kolano. Opuści szpital w niedzielę i po konkursie indywidualnym wróci z kolegami do domu.W Pochwałę wierzy trener Apoloniusz Tajner.- Tomek będzie dalej skakał. To jest bardzo odważny chłopak - mówi szkoleniowiec reprezentacji Polski.W kwalifikacjach Kruczek skoczył 176,5 m i zakwalifikował się do konkursu głównego. Tomisław Tajner uzyskał 168, a Robert Mateja zaledwie 86 m. Początkowo skakano z dziesiątej belki, a dopiero zawodnikom z czołowej piętnastki skrócono rozbieg o dwie belki. Skacząc z dłuższego rozbiegu, Alan Alborn, uzyskując 221,5 m, pobił rekord USA.