Siedem strażackich zastępów od soboty wieczorem do wczoraj przed południem pomagało uchronić gospodarstwo Andrysiewiczów ze wsi Małe koło Poddębic przed zalaniem. Workiem z piaskiem uszczelniali przeciekający wał przy Nerze.– Było bardzo niebezpiecznie – ocenia Tomasz Woźniak, zastępca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Poddębicach. – W każdej chwili wał mógł być przerwany. Po północy sytuacja została opanowana. Około godziny trzeciej nad ranem znów zostaliśmy wezwani. Kolejna akcja uszczelniania wału została zakończona kwadrans przed godziną jedenastą.– Na wszelki wypadek przygotowaliśmy około 1.000 worków oraz nawieźliśmy w okolice wału ziemi – informuje wicestarosta Zdzisław Stempień. – Trochę pomogła nam zimowa aura.Służby kryzysowe powiatu oraz gminne pozostają w stanie gotowości. Teraz bacznie obserwują poziom wody w Nerze. Sytuacja ustabilizowała się. Wczoraj na wodowskazach w Małyniu i Poddębicach było po 330 centymetrów. Poziom ostrzegawczy rzeki był przekroczony o 70 centymetrów.– Meldunki z dolnego biegu rzeki są optymistyczne. Woda w Małyniu opadła o 3 centymetry – cieszy się wicestarosta Stempień. – Patrząc na fundamenty podtopionych budynków państwa Andrysiewiczów widać, że poziom Neru jest nieznacznie niższy.W powiecie poddębickim podtopionych zostało około 400 hektarów użytków rolnych. Przede wszystkim łąk i pastwisk. Z powodu zbyt wysokiego stanu wody na Nerze unieruchomione zostały elektrownie wodne w Borku, Wartkowicach i Wilkowicach.– Gospodarstwo młynarza z Wilkowic zostało zalane wodą – donosi Zdzisław Cyganiak z Wartkowic. – Powódź jest mniejsza niż ta z lipca 1997 roku, ale widoki są tak samo przerażające. Przez lornetkę obserwuję, że zalane zostały żerowiska bobrów. Pod wodą zniknęły też drogi w łąkach. Rolnicy, którzy nawieźli pastwiska obornikiem i pomiotem kurzym, ponieśli ogromne straty.