Zdaniem obserwatora: Omijać pechaOpolanie lubią sport żużlowy. Świadczy o tym wielotysięczna frekwencja widzów na ligowych zawodach. Tradycje żużlowych imprez w Opolu sięgają lat pięćdziesiątych minionego wieku. Dzisiaj jednak coraz trudniej o dobrych zawodników i silną drużynę.Walczące w I-ligowej stawce Towarzystwo Żużlowe Opole, miało w tym sezonie nieudany początek. Po I rundzie rozgrywek opolanie zajmują ostatnie miejsce z dorobkiem trzech punktów. Czy w siedmiu spotkaniach można było więcej wywalczyć? Na pewno tak, ale obok niezaprzeczalnych chęci do zwyciężania, opolskiej drużynie zabrakło nieco szczęścia. O jej porażkach w kilku meczach zadecydowały dwa lub nawet jeden nieudany wyścig.Przed opolskim żużlowcami II runda spotkań, która rozpoczyna się w najbliższą niedzielę meczem rewanżowym z GKM Grudziądz. Przed dwoma tygodniami, opolski zespół, choć jeździł w Grudziądzu w optymalnym składzie, przegrał spotkanie dość nieszczęśliwie. O wyniku meczu zadecydował ostatni, przegrany przez Sama Ermolenkę i Adama Łabędzkiego, bieg asów.Na domiar złego, występujący w barwach TŻ, Czech Vaclav Milik, tak pechowo upadł, że odnowiła mu się stara kontuzja kręgosłupa i zapewne długo, a może wcale, nie zobaczymy go na żużlowym torze. W ubiegłym roku Milik w starciu z bandą w Opolu, w bardzo skomplikowany sposób połamał sobie łokieć. Do dziś chirurdzy dziwią się, że powrócił na tor.W rewanżowej rundzie opolscy sympatycy żużla oczekują lepszych rezultatów od swojej drużyny. Zarząd Towarzystwa natomiast nawet nie dopuszcza myśli o ewentualnym spadku zespołu do II ligi. Aby zachować status I-ligowca należy zająć co najmniej szóste miejsce. Siódma lokata, szansę walki o utrzymanie się, daje w meczach barażowych z II-ligowcem.