- U nas żywi się około 400 osób - dodaje ks. Jacek Ambroszczyk, z jadłodajni prowadzonej przez łódzki "Caritas" przy ul. Gdańskiej 111 - To maksymalna liczba osób, którą możemy obsłużyć. - Liczba głodnych łodzian wzrasta lawinowo. Ma to związek z postępującym bezrobociem i po prostu biedą. Jeśli ktoś musi przeżyć mając do dyspozycji zasiłek w wysokości 50 zł, to nic dziwnego, że przychodzi do nas. Coraz częściej wspieramy w ten sposób także osoby młode i matki samotnie wychowujące dzieci. Nasza stołówka czynna jest także w sobotę. Na niedzielę rozdajemy paczki z żywnością.W Łodzi w wakacje czynna jest także jadłodajnia PKPS-u przy ul. Żeromskiego 54 wydająca ciepłe posiłki dla 130 osób z Polesia, Śródmieścia i Bałut oraz bar "Południowy" przy ul. Rzgowskiej 56, obsługujący 250 klientów.- Do końca roku mamy 586 tysięcy złotych na tanie żywienie z Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w naszych placówkach - wyjaśnia Jolanta Piotrowska, z-ca dyrektora łódzkiego MOPS-a.- Co do jadłodajni oo. bonifratrów dofinansowujemy tam jedynie stację socjalną. Niestety, budżet nie przewidział aż tak dużej liczby chętnych na darmowe obiady. Naturalnie będziemy zabiegać jeszcze o jakieś dodatkowe pieniądze.Liczymy jednak nadal na sponsorów i producentów żywności. Na razie wydajemy również bony żywieniowe w ramach zasiłku, obowiązujące w określonych barach i bony na zakupy w sklepach podstawowych produktów spożywczych. (mawi)