ALDONA MINORCZYK-CICHYADAM SANDAUER, szef Stowarzyszenia Pacjentów „Primum non nocere”:— Medycyna niekonwencjonalna wymaga nadzoru ze strony państwa. W skład takiej komisji powinny jednak wejść osoby z otwartymi głowami. Nie można potępiać w czambuł wszystkiego, co wiąże się z tym zagadnieniem. Są rzeczy, których nauka jeszcze nie rozumie. Wyśmiewano przykładanie na rany pajęczyny, aż okazało się, że w jej składzie występuje antybiotyk. Zgłaszają się do nas osoby, którym szarlatani zrobili wielką krzywdę. Był pacjent, który po nastawianiu kręgów przestał chodzić, bo kręgarz przerwał mu rdzeń kręgowy. „Bioenergoterapeuta” z Łodzi chorym na raka kazał odstawić leki i pić naenergetyzowaną wodę. Wielka awantura rozpętała się wokół vilcacory. Dlatego potrzebna jest komisja nadzoru, która wyłowi metody cenne i nie dopuści do tego, aby oszuści doprowadzali do ruiny zdrowie setek tysięcy osób.BOGUSŁAW MIKOŁAJCZAK, bioenergoterapeuta z Katowic:— Wybierając uzdrawiacza należy się kierować jego renomą, tym, jak długo działa, ilu ma pacjentów, czy w tym samym miejscu jest od wielu lat. Może to być cenna wskazówka. Należy zrezygnować z usług kogoś, kto zapewnia, że wyleczy na 100 proc. Omijać należy również uzdrawiaczy odciągających od medycyny klasycznej. Żadne listy rekomendacyjne nie są gwarancją, że trafi się do specjalisty. Czy kontakt z terapeutą pomaga, można po prostu wyczuć. Są to swoiste dobre fluidy. Warto zdać się na przeczucie.