– To zamknij oczy.– Podczas mycia?Bob wzruszał ramionami i pochylał się nad jedzeniem, jak zrobiłby każdy mąż humorzastej, oczekującej dziecka żony. Zagadka poczęcia nie dawała mu jednak spokoju, bo czasem zamyślał się nad talerzem; ale po lunchu wychodził znów do pracy, zostawiając Gun ze ślimakami, nadwrażliwymi zębami i ubranym we flagę masztem sąsiada. Przystupa zostawała i sprzątała sypialnię, gdzie nie było ani śladu uprawiania seksu, podobnie jak w pokoju państwa na Gotlandii.– Powiedziałaś już Bobowi? – dopytywała się Charlotta.– Tak, chociaż to jeszcze nic pewnego.I tak trwała ciąża Gun, przedmiot zazdrości innych „moms”, zwłaszcza Charlotty, której mąż był co prawda monstrualnie bogaty, ale Charlottę męczyło snucie się z drogimi, miodowymi pasemkami tylko między szkołą a domem.Chociaż Gun przemieniała się w baryłeczkę poruszającą się na podobieństwo dzieci z pieluchą, pewnego wieczora Bob znów odważył się zapytać: „Czy jesteś pewna?” Tym razem Gun się obraziła i zadzwoniła z płaczem do Charlotty. Ta powiedziała parę słów nagany pod adresem Boba i poradziła, by Gun przypomniała mu skandynawską bajkę o niedobrym mężu żądającym, by żona dała mu wreszcie potomstwo.– Każdego dnia po przyjściu do domu nękał ją pytaniem, czy już urodziła – szemrała do słuchawki Charlotta. – Aż starsza kobieta, której łono wyschło, zawinęła sowę w becik i podała ją mężowi, mówiąc: „Zobacz, jakie ci dziecko urodziłam”. Mąż się rozpromienił i długo cmokał nad becikiem: „Ach, jaka śliczna, jaka do mnie podobna!”