SKOK NA ARCHIPELAGJednym z nielicznych towarów z napisem "Made in Poland" , które można kupić w Dżakarcie, są żarówki Philipsa z Piły. Indonezyjczycy pytają o polskie kryształy, dywany, porcelanę, a nawet sprzęt gospodarstwa domowego.- Nasi biznesmeni wiedzą na ogół, gdzie na mapie leży Malezja. Na Indonezję zaś patrzą jakby przez mgłę, a na 190-milionowym rynku zarobić można dużo więcej niż w Malezji - zapewnia Bogusława Barankiewicz, polski radca handlowy w Dżakarcie.Kontrakty na "drobnicę" nie zwiększą oczywiście w sposób znaczący naszego eksportu do Indonezji, ale sama obecność polskich towarów rozbudzi zainteresowanie krajem pochodzenia. Po żarówkach, kablach czy wazonach przyjdzie kolej na polskie bloki energetyczne czy maszyny budowlane.Choć Indonezję penetrują od lata firmy zachodnie i dalekowschodnie, które rokrocznie lokują tam kilka miliardów dolarów inwestycji, miejsca starczy dla każdego. Warto wpasować się w rynkową lukę, a tych na rozciągniętym między Azją a Australią archipelagu nie brakuje.Kawowa dziuraJak na razie dużo lepiej radzą sobie w interesach z Polską firmy indonezyjskie. Ich aktywność przewróciła do góry nogami statystyki handlu zagranicznego. Jeszcze przed czterema laty eksportowaliśmy na tamtejszy rynek za blisko 43 mln dolarów, a nasz import sięgał 21,3 mln dolarów. W 1993 r. import wart był prawie 61 mln dolarów, a eksport ledwie 25 mln dolarów.Ujemny bilans handlu Polski z Indonezją jest także zasługą naszych prywatnych importerów. - Kiedy dowiedzieli się, że Indonezja ma dobrą i tanią kawę [ok. 1 dolara za kilogram w 1993 r. - przyp. red.] - tłumaczy Bogusława Barankiewicz - import tej używki w zeszłym roku osiągnął kwotę 30 mln dolarów, a więc połowę indonezyjskiego eksportu do Polski.