Znowu zamilkli i szli tak przy sobie, że biodro w biodro, ramię w ramię...- A oczy to się wam świcą jak temu wilkowi... aże dziwno...- Będziesz w niedzielę na muzyce u Kłębów?- A bo to matka mi dadzą...- Przyjdź, Jaguś, przyjdź... - prosił cichym, przyduszonym głosem.- Chcecie to? - zapytała miękko, zaglądając mu w oczy.- Laboga, a dyć ino la ciebie zgodziłem skrzypka z Woli i la ciebie namówiłem Kłęba, żeby dał chałupy, la ciebie, Jaguś szeptał i tak przysuwał twarz do jej twarzy, i dyszał, aż się cofnęła nieco i zadygotała ze wzruszenia.- Idźcie już... czekają na was... jeszcze kto nas obaczy... idźcie...- A przyjdziesz?- Przyjdę... przyjdę... - powtórzyła obzierając się za nim, ale już zniknął w mgle, tylko odgłos jego kroków słychać było po błocie.Dreszcz nią wstrząsnął gwałtowny i coś jak płomień wichrem przeleciał przez serce i głowę; aż się zatoczyła. Ani wiedziała, co się jej stało, oczy ją paliły, jakby zasypane zarzewiem, tchu złapać nie mogła ni przyciszyć serca namiętnie bijącego; rozkładała ręce bezwiednie, jak do obejmowania, rozprężała się w sobie, bo ją brały takie szalone ciągotki, że omal nie krzyczała... dopędziła wozu, chwyciła się luśni i choć nie potrza było, tak potężnie pchała, aż wóz skrzypiał, chwiał się i główki spadały w błoto... a przed oczami cięgiem widziała jego twarz i oczy roziskrzone, pożądliwe...