Precz ze strzelbami, sztyletami,Niech zginie gwałt i rzeź, i mord,Chrystusa znamię rządzi nami,Nie pójdziesn śladem dzikich hord!Ojciec, tak zazwyczaj opanowany, stracił w tej chwili cierpliwość, wyrwał mi kartkę z rąk i podarł na drobne kawałki.- Przyjeżdżasz tutaj, pozwalasz sobie na impertynencje, jeszcze chcesz mi chłopaka ogłupić. Idź lepiej spać!- Spać? Ja mam iść spać?Wuj odepchnął gwałtownie stół. Szklanka z nie dopitą herbatą spadła i rozbiła się na podłodze.- W ogóle sobie pójdę. Jednej chwili nie zostanę w tym domu! To hańba dla Polaka! Rodzinka, psiakrew! Rusofile! Noga moja tu więcej nie postanie!Szybko spakował do sakwojaża nocną koszulę, jasiek, przybory toaletowe i mrucząc pod nosem wyszedł bez pożegnania. Ojciec nie próbował go nawet zatrzymać.- Stary kabotyn... Chwała Bogu, że sobie poszedł.Matka i Krysia wróciły z Sołonek w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego. Były zachwycone.- Ach, jak nam się nie chciało wyjeżdżać! Żyłyśmy jak w raju! Gościnność Nataszy była zachwycająca, nienatrętna, pełna delikatności i uwagi...- Krysia nauczyła się jeździć konno... Brała nawet udział w zawodach hippicznych...- Sołonki to małe państewko! Objeżdżaliśmy je tarantasem, ale widzieliśmy tylko drobną część... Nie wiem, jak Natasza poradzi sobie z tym gospodarstwem...